Kwiecień 2012 Kwiecień zamykam wspólnym z żoną wyjazdem w góry. W planach mamy pobyt na Pogórzu Spiskim i wyjazdy w Gorce, Pieniny i Tatry. W pierwszej kolejności wybieramy Gorce, gdyż mam informację, że na polanach pod Turbaczem - najwyższym szczytem Gorców stopniał w końcu śnieg i zaczął się najlepszy okres kwitnienia szafranu spiskiego pospolicie zwanego krokusem. Postanawiamy to sprawdzić i udajemy się do Gorczańskiego Parku Narodowego, by wspólnie spędzić dwa dni wśród tych pięknych kwiatów.

Ostatni tydzień kwietnia to powrót prawdziwie wiosennej aury, przestało wiać i padać. Właśnie na podmokłych łąkach Równiny Biłgorajskiej zakwitła knieć błotna tworząc miejscami żółte łany. Tak się złożyło, że w niewielkiej odległości od Biłgoraja znajduje się taka łąka, na której spędzam dwa poranki z nosem w trawie. W tym czasie postanawiam też udać się pod Przemyśl z nadzieją, że uda mi się wykonać jeszcze jakieś fotografie szachownicy kostkowatej, rzadkiej rośliny z rodziny liliowatych, której okres kwitnienia powinien właśnie dobiegać końca. I faktycznie przyjeżdżam w ostatnim momencie, jeszcze kilka dni i było by po wszystkim.



W połowie miesiąca w końcu zielenią wybuchła wiosna, w wolnych chwilach jeżdżę na Roztocze Zachodnie by w tamtejszych buczynach fotografować kwitnące właśnie wczesnowiosenne kwiaty. Warunki przez kilka dni do fotografowania w lesie są idealne, lekkie zachmurzenie skutecznie rozpraszające światło, czasem przelotny deszcz i lekki wiatr. Niestety nie na długo, bo pogoda jak zwykle popsuła się na tyle by skutecznie zniechęcić mnie do wyjazdów w teren. Jak się okazuje nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo mam do opracowania materiały na majowe warsztaty fotograficzne, których będę współprowadzącym. Zasiadam więc do pracy.


Święta Wielkanocne, które w tym roku wypadły na początku kwietnia spędzam na pograniczu Pomorza i Kujaw. Niestety kapryśna aura nie pozwala na zbytnie oddalenie się od świątecznego stołu. Dopiero pod koniec pobytu niebo zaczyna się przecierać i ostatniego dnia jadę wreszcie odetchnąć i fotografować nad Wisłę w okolicach Ciechocinka i Torunia.


Marzec 2012 ______________________________________________________
Ostatnie dni miesiąca za sprawą kolejnego frontu spędzam na fotografowaniu krajobrazów Równiny Biłgorajskiej. Chmury gnają po niebie jak oszalałe na zmianę zasnuwając i odsłaniając niebo. Czasami przez dziury w chmurach wpada trochę światła. Wykorzystuję oczywiście takie sytuacje maksymalnie jak się tylko da.


Marzec generalnie był dla mnie miesiącem ciężkiej pracy w domu przy archiwum moich fotografii, porządkowałem bałagan w oprawionych, skanowanych slajdach z ostatnich 3 lat. Męcząca praca - obiecałem sobie, że nie zaniedbam tego tematu więcej. W dniu 23 marca po trzech tygodniach zamknąłem ostatni segregator z wywołanym materiałem i ponownie ruszyłem w teren. Nadeszły ciepłe dni, słońce przygrzewało już wystarczająco mocno by wyruszyć na poszukiwanie miejsc godów żaby moczarowej. Od dłuższego czasu staram się wbić w okres godowy tych płazów by uwiecznić to kolorowe, właściwie to niebieskie widowisko. Trafiam na nieśmiałe początki godów, niestety cykl ten przerywa zimny i deszczowy front.

Tradycyjnie w połowie miesiąca do sprzedaży trafia kolejny numer miesięcznika Przyroda Polska i tu niespodzianka fotografia mojego autorstwa ponownie na okładce czasopisma. Mało tego kolejna została zamieszczona na okładce dodatku do wydania - Natura i zdrowie. Oprócz wspomnianych do zilustrowania artykułów wewnątrz czasopisma wykorzystano jeszcze siedem fotografii, których jestem autorem i wykonanych w parkach narodowych: Bieszczadzkim, Pienińskim i Tatrzańskim.


Po krótkim okresie roztopów, któremu towarzyszyły gęste chmury i deszcz na początku miesiąca trafia się kilka dni z dynamiczną pogodą spowodowaną przez przechodzące fronty. Wystrzeliłem w plener, taka pogoda z przewalającymi się ciemnymi chmurami jest moją ulubioną, idealną do fotografii pejzażowej. Niestety śniegu już nie ma, gdzie nie gdzie jedynym śladem po jego obecności są niewielkie rozlewiska. Jednak minusowe temperatury w nocy i silne wiatry szybko i skutecznie je osuszają, ale kilka obrazów z przedwiośnia i tym razem udało się wykonać.

Luty 2012 ________________________________________________________
Po dłuższej przerwie spowodowanej przez mroźny i słoneczny wyż postanawiam wrócić do czatowni. Przez cały miesiąc sukcesywnie dowoziłem na nęcisko pokarm dla ptaków drapieżnych, jednak im robiło się go więcej a kupka rosła, zacząłem się zastanawiać co się dzieje nie tak. Niby wszystkie czynniki sprzyjały temu by na miejscu nęcenia cały czas coś się działo, po za jednym - temperaturami, które w ciągu dnia spadały nawet do - 20 stopni sprawiając, że mięso po prostu zamarzało na kość. Gdy tylko pogoda załamała się i przyszło ocieplenie, zasiadam ponownie w ukryciu. Spędzone w czatowni dwa dni nie przyniosły jednak żadnych fotograficznych efektów. Odwiedziła mnie tylko przez chwilę sroka, poskrzeczała nawet nie siadając w miejscu nęcenia i odleciała... Wracam ponownie do czatowni po tygodniu, niestety nawet nie było mi dane do niej wejść, gdyż nie byłem przygotowany na siedzenie w wodzie. Cóż roztopy zrobiły swoje. To jest niestety koniec prac tej zimy i fotografowania z czatowni.

Na zaproszenie Zarządu Okręgu Śląskiego ZPFP w połowie miesiąca zostaję jurorem konkursu na Fotografa Roku 2012 Okręgu Śląskiego ZPFP. Wspólnie z Małgosią Książkiewicz (OPK ZPFP) oraz Marcinem Karettą (OŚ ZPFP) przez blisko pięć dni oceniamy wirtualnie przekazane nam prace. Muszę przyznać, że nie było to łatwe zadanie gdyż poziom otrzymanego materiału był bardzo wysoki, ale udało się i właściwie bez problemów i zgrzytów wybraliśmy laureatów konkursu i oczywiście Fotografa Roku 2012 OS ZPFP. Pierwsze dwa tygodnie miesiąca to ciąg dalszy wyżowej aury, która zawitała do nas z końcem stycznia. Niestety panujące warunki zaczynają mi się już nudzić, bo generalnie to nic się nie dzieje ciekawego w krajobrazie. Ostre światło w ciągu dnia, brak jakichkolwiek chmur na niebie do tego mroźne i suche powietrze, a co za tym idzie brak mgieł i szadzi. Na plenery w tym czasie wyjeżdżam dosłownie trzy razy i jedyne fotografie wykonuję dopiero po zachodzie słońca gdy na niebie pojawiają się nieśmiałe kolory.

Styczeń 2012 ______________________________________________________ W dniu 27 stycznia zostały ogłoszone wyniki konkursu na Fotografa Roku 2012 Okręgu Roztoczańsko-Podkarpackiego Związku Polskich Fotografów Przyrody. Jury konkursu przyznało mi następujące nagrody: Przeplatka atalia - II nagroda w konkursie na Fotografa Roku 2012 ZPFP OR-P w kategorii Inne zwierzęta

Mroźny i różowy - wyróżnienie w konkursie na Fotografa Roku 2012 ZPFP OR-P w kategorii Krajobraz

Mewomaziaje - wyróżnienie w konkursie na Fotografa Roku 2012 ZPFP OR-P w kategorii Ptaki
W połowie stycznia nareszcie zaczyna się prawdziwa zima, początkowo łagodna i śnieżna, ale do czasu. Po kilku dniach pogoda zmienia się diametralnie, powiało z północy i w ostatnich dniach miesiąca towarzyszą nam siarczyste mrozy. Niebo w końcu rozpogodziło się, a słoneczne dni mają oczywiście wpływ na moje działania w terenie. W wolnych chwilach wyjeżdżam w plener tym razem celem jest fotografowanie zimowego krajobrazu. Skupiam się na miejscach dobrze mi znanych i fotografuję na Równinie Biłgorajskiej i Roztoczu Zachodnim.  W pierwszych dniach stycznia ponownie wracam do przygotowanej jesienią czatowni. Zimy co prawda jak nie było tak nie ma (chociaż w trakcie jednego posiedzenia sypnęło śniegiem), ale na nęcisku w końcu drgnęło i przylatują na zmianę 3 myszołowy zwyczajne. Niestety zawsze zjawiają się z zaskoczenia nadlatując "od zaplecza" a nie jak przypuszczałem wcześniej od strony pobliskiej ściany lasów Puszczy Solskiej. Nie mogę z tej przyczyny wykonać praktycznie żadnych zdjęć ptaków dolatujących do miejsca nęcenia i właściwie wykonuję tylko zdjęcia statycznych sylwetek tych drapieżników. W sumie nie mam co narzekać, gdyż takich ujęć też nigdy za wiele.   |