Jeżdżę z żoną na susły perełkowane. Chowam się pod siatką maskującą, leżę w bezruchu i wyczekuję bez efektów zerkając co chwila na znajdujące się po sąsiedzku norki susłów. Natomiast moja żona siedzi sobie nieopodal, zupełnie swobodnie wśród traw a w jej sąsiedztwie baraszkuje futrzane towarzystwo w najlepsze nic sobie z jej obecności nie robiąc. U mnie ciągle nic, nie wytrzymuję i zrzucam siatkę z siebie, chwila spokoju i zaciekawione susły pojawiają się z norek obok. Sympatyczne stworzenia!
2 lipca odszedł wspaniały człowiek, serdeczny przyjaciel...